Onet: Mamo chcę do tatusia.

Autor: Katarzyna Krawczyk, Źródło: Onet (artykuł został usunięty)

Mamo, chcę do tatusia!

Artur po­peł­nił sa­mo­bój­stwo. W po­że­gnal­nym li­ście miał na­pi­sać, że nie mógł już wy­trzy­mać roz­łą­ki z córką i po­mó­wień jego żony, która oskar­ży­ła go o gwałt i znę­ca­nie się nad ro­dzi­ną oraz zło­ży­ła pozew o roz­wód. Ciało 31-lat­ka zna­le­zio­no w lesie. Miał przy sobie zdję­cie, na któ­rym trzy­mał swoje dziec­ko.

Fot. Shutterstock

Nie wy­trzy­mał po­mó­wień

Kiedy Artur i Elż­bie­ta po­zna­li się kilka lat temu, nic nie wska­zy­wa­ło na to, że wy­da­rzy się tra­ge­dia. Nie­po­ro­zu­mie­nia w ich mał­żeń­stwie za­czę­ły się we wrze­śniu 2011 roku. Pół roku po  wy­jeź­dzie służ­bo­wym, od któ­re­go za­czę­ły się kło­po­ty, ko­bie­ta zło­ży­ła w są­dzie pozew o roz­wód. Co ważne: bez orze­ka­nia o winie. Do­pie­ro po kilku dniach po­wia­do­mi­ła po­li­cję, że mąż znę­cał się nad nią i nad dzieć­mi, a także wie­lo­krot­nie ją gwał­cił.

Elż­bie­ta wy­pro­wa­dzi­ła się z domu, od­ma­wia­jąc mę­żo­wi wi­dze­nia się z czte­ro­let­nią wów­czas có­recz­ką. Do­pie­ro po tym, jak sąd za­gro­ził ko­bie­cie karą grzyw­ny, Artur mógł zo­ba­czyć swoje dziec­ko.

Coraz czę­ściej zda­rza­ło się jed­nak, że kiedy przy­jeż­dżał z wi­zy­tą, drzwi do domu były za­mknię­te, cze­kał, dzwo­nił, ale nikt nie otwie­rał. Ta cią­gła walka i po­mó­wie­nia, do­pro­wa­dzi­ły do tego, że Artur tar­gnął się na swoje życie. Zmarł w marcu 2012 roku.

W li­ście po­że­gnal­nym, który po sobie zo­sta­wił, pro­sił ro­dzi­nę, aby do­pil­no­wa­ła, żeby na jego po­grze­bie nie było żony.

W walce o dziec­ko Ar­tu­ra wspie­ra­ła matka, a także sto­wa­rzy­sze­nie “Dziel­ny Tata”, które po­ma­ga w Pol­sce po­krzyw­dzo­nym ojcom.

– We­dług mnie pro­blem wy­ni­ka z tego, że męż­czy­zna w na­szym kraju, a pew­nie i na świe­cie, nie jest przy­go­to­wa­ny na taką sy­tu­ację. Nie ro­zu­mie, że kłam­stwa żony są uwa­ża­ne przez po­li­cję za praw­dę, a jego tłu­ma­cze­nia nie są brane w ogóle pod uwagę – tak całą spra­wę ko­men­tu­je w roz­mo­wie z One­tem Mi­chał Fa­bi­siak ze sto­wa­rzy­sze­nia “Dziel­ny Tata”.

Przy­pad­ków ta­kich jak ten jest w Pol­sce wiele. Część koń­czy się tra­gicz­nie. Bez­względ­na walka o opie­kę nad dziec­kiem po­wo­du­je, że matki za­po­mi­na­ją o tym, jak ważną rolę w życiu dziec­ka od­gry­wa wła­śnie jego oj­ciec. Do­cho­dzi do kłamstw, kłót­ni, a nawet rę­ko­czy­nów. W spra­wie biorą udział już nie tylko ro­dzi­ce i dziec­ko, ale także inni, zu­peł­nie obcy lu­dzie. Męż­czyź­ni skar­żą się też, że w więk­szo­ści spraw o opie­kę nad dziec­kiem orze­ka­ją ko­bie­ty. A one są bar­dziej skłon­ne po­wie­rzyć dziec­ko matce, a nie ojcu.

Zro­bić z męża psy­cho­pa­tę

Przy­kła­dów na to, jak za­cię­ta po­tra­fi być ta walka mię­dzy ro­dzi­ca­mi, nie trze­ba szu­kać da­le­ko. 2010 rok. Go­rzów. Żona, wal­cząc o prawa do opie­ki nad córką, oskar­ży­ła swo­je­go męża o to, że mo­le­stu­je dziec­ko. Sąd w tym przy­pad­ku był jed­nak bez­względ­ny. Ko­bie­ta zo­sta­ła póź­niej ska­za­na na mie­siąc wię­zie­nia.

Ale naj­pierw po­li­cja przy­je­cha­ła po męż­czy­znę do pracy, zo­stał wy­pro­wa­dzo­ny i za­ku­ty w kaj­dan­ki. Ru­szy­ło śledz­two, a on sam po­sta­no­wił się bro­nić. Zde­cy­do­wał, że ukry­je w kuch­ni dyk­ta­fon. Po­mysł oka­zał się sku­tecz­ny, po­nie­waż udało się na­grać kilka go­dzin roz­mo­wy, którą ko­bie­ta prze­pro­wa­dza­ła ze swoją matką. Panie roz­ma­wia­ły o tym, w jaki spo­sób przy­go­to­wać córkę do roz­mo­wy z psy­cho­lo­giem, tak, aby po­wie­dzia­ła, że “tatuś zmu­szał ją do róż­nych rze­czy”. Bie­gli w spra­wie nie dali się jed­nak na to na­brać. Wy­po­wie­dzi dziew­czyn­ki i pa­mięt­nik, który pro­wa­dzi­ła, nie po­twier­dzi­ły prze­stęp­czych za­cho­wań sek­su­al­nych ojca wobec niej.

– W za­śle­pie­niu walką o roz­wód włą­czy­ła do niej bez­bron­ne dziec­ko i bez­pod­staw­nie oskar­ży­ła jego ojca o pe­do­fi­lię – mówił wów­czas sę­dzia, uza­sad­nia­jąc wyrok.

Cią­gła walka

“Walka ojców, czę­sto sa­mot­na, trwa la­ta­mi i cza­sa­mi koń­czy się tra­gicz­nie. Pol­ski sys­tem wy­mia­ru spra­wie­dli­wo­ści bez­li­to­śnie okra­da ludzi z oj­co­stwa i po­zba­wia dzie­ci dzie­ciń­stwa. Z po­wo­du bez­pod­staw­nych po­mó­wień oj­co­wie tra­fia­ją do wię­zień i przez wiele lat muszą udo­wad­niać swoją nie­win­ność. W tym cza­sie nie mogą wy­cho­wy­wać swo­ich dzie­ci, które do­ra­sta­ją bez ojców. Wielu ojców, któ­rzy prze­kro­czy­li bramy Sądu Ro­dzin­ne­go z po­wo­du roz­wo­du, z za­mia­rem usta­le­nia sze­ro­kich kon­tak­tów dziec­kiem, eg­ze­ku­cji kon­tak­tów lub prze­ję­cia opie­ki nad dziec­kiem, szyb­ko prze­ko­nu­je się, że w Są­dzie nie ma spra­wie­dli­wo­ści, że sę­dzio­wie są ponad pra­wem i do­wol­nie je in­ter­pre­tu­ją” – czy­ta­my na ofi­cjal­nej stro­nie Cen­tral­ne­go Sto­wa­rzy­sze­nia Obro­ny Praw Ojca i Dziec­ka.

Tym­cza­sem sta­ty­sty­ki do­ty­czą­ce orzecz­nic­twa sądów w Pol­sce w spra­wie opie­ki nad dzieć­mi są bez­względ­ne. Sza­cu­je się, że za­le­d­wie 4 proc. ojców spra­wu­je bez­po­śred­nią opie­kę nad po­tom­stwem po roz­wo­dzie.  Męż­czyź­ni bar­dzo rzad­ko wal­czą w są­dzie ro­dzin­nym, w trak­cie spra­wy roz­wo­do­wej, o moż­li­wość wy­cho­wy­wa­nia swych po­ciech, wie­dząc, że są z góry sta­wia­ni na prze­gra­nej po­zy­cji.

W spra­wach roz­pa­try­wa­nych przez sądy w 2012 roku licz­ba dzie­ci, o które ro­dzi­ce to­czy­li ba­ta­lie ws. opie­ki, wy­nio­sła ponad 46 ty­się­cy. Aż w 36 tys. przy­pad­ków, wła­dza zo­sta­ła po­wie­rzo­na matce, zaś tylko w 1641 to oj­ciec mógł spra­wo­wać pełną opie­kę nad swoim dziec­kiem.

“Do­wie­dzia­łem się »po­bi­łem żonę« Onie­mia­łem…”

Mi­chał Fa­bi­siak, który dzia­ła w “Dziel­nym Tacie” rów­nież ma ze sobą trau­ma­tycz­ne prze­ży­cia. Jego pro­ble­my za­czę­ły się w 2010 roku.

– Wró­ci­łem do domu z pracy i ni­ko­go nie było, puste miesz­ka­nie. Ani żony, ani Marka (syna – red.) ani opie­kun­ki. Za­dzwo­ni­łem do żony, żeby za­py­tać, co się stało. Nie od­bie­ra­ła. Zdzwo­ni­łem do te­ścia i do­wie­dzia­łem się “że po­bi­łem żonę”. Onie­mia­łem… – wspo­mi­na Fa­bi­siak. – Magda po­ry­wa­jąc syna, po­rwa­ła także mój sa­mo­chód. Wy­je­cha­ła nim bez mojej zgody, za­bra­ła w ty­go­dniu rze­czy Marka: jego za­baw­ki ku­pio­ne prze­ze mnie: huś­taw­kę, ro­we­rek, ksią­żecz­ki, ma­te­rac, ubra­nia Marka – do­da­je.

Kiedy w końcu ojcu udało się za­brać dziec­ko do sie­bie, aby spę­dzić z nim czas miał miej­sce in­cy­dent, który spra­wił, że Marek znów zo­stał mu ode­bra­ny.

– Rano było śnia­da­nie, zje­dli­śmy je razem, potem nie­ste­ty mu­sia­łem po­je­chać do pracy. Bab­cia spę­dzi­ła z nim ranek na jego ulu­bio­nym placu zabaw. Peł­nia życia. Po po­łu­dniu, żeby nie tra­cić cen­ne­go czasu, około czwar­tej wró­ci­łem do domu. Za­par­ko­wa­łem na ze­wnątrz, bo mia­łem wra­cać nie­ste­ty jesz­cze do pracy. W tym cza­sie do­sta­łem te­le­fon od mamy, że ja­kichś dwóch ludzi ubra­nych na czar­no wła­mu­je się do miesz­ka­nia – wspo­mi­na dalej Fa­bi­siak. – Ka­za­łem mamie za­mknąć miesz­ka­nie na klucz od środ­ka. Wsze­dłem do klat­ki scho­do­wej. Oka­za­ło się, że na klat­ce jest dwóch gości ubra­nych na czar­no i Magda. Za­py­ta­łem, o co cho­dzi – oni na to, że muszą wejść do miesz­ka­nia i wy­ła­mać zamki, i że zaraz przy­je­dzie po­li­cja. Zsze­dłem na dół do po­li­cji, żeby po­ga­dać – oni nie chcie­li. Po­wie­dzie­li, że przy­je­cha­li na in­ter­wen­cję. Zo­rien­to­wa­łem się, że za chwi­lę za­bio­rą mi Marka – do­da­je czło­nek sto­wa­rzy­sze­nia Dziel­ny Tata.

Od tam­tych wy­da­rzeń mi­nę­ły już pra­wie trzy lata, jed­nak Mi­chał Fa­bi­siak dalej wal­czy o spra­wie­dli­wość. Dziec­ko prze­by­wa z matką, a jego oj­ciec nie może go wi­dy­wać.

– Marek stał się za­kład­ni­kiem, który, jak kura zno­szą­ca złote jajka, da za­trud­nie­nie de­tek­ty­wom, ad­wo­ka­tom, żonie i cy­nicz­nym sę­dziom – pod­su­mo­wu­je całą tę spra­wę “Dziel­ny Tata”.

Dziel­ny Tata

W walce o prawa ojców męż­czyzn w Pol­sce wspie­ra sto­wa­rzy­sze­nie Dziel­ny Tata. To za jego spra­wą w tym roku zor­ga­ni­zo­wa­no pro­te­sty przed Pa­ła­cem Pre­zy­denc­kim w War­sza­wie, a także w wielu in­nych mia­stach na te­re­nie całej Pol­ski. Przed­sta­wi­cie­le sto­wa­rzy­sze­nia na­kre­śla­ją pro­blem, mó­wiąc o tym, że w pol­skich są­dach au­to­ma­tycz­nie po ty­go­dniu miej­sce za­miesz­ka­nia dziec­ka usta­la­ne jest przy matce, a co za tym idzie, dziec­ko od­izo­lo­wa­ne jest od ojca, który do­dat­ko­wo musi pła­cić ali­men­ty.

Pro­po­no­wa­nym roz­wią­za­niem w tej kwe­stii jest na­prze­mien­ne prze­ka­zy­wa­nie sobie dziec­ka co dwa ty­go­dnie. Wów­czas oj­ciec mógł­by ze swoim dziec­kiem spę­dzać po­ło­wę mie­sią­ca, nie pła­cąc jed­no­cze­śnie ali­men­tów.

– Obec­nie na 770 ojców mamy sied­miu, któ­rzy mają tę opie­kę na­prze­mien­ną, ale boją się ujaw­niać, żeby jej nie stra­cić. Taka opie­ka jest tylko moż­li­wa obec­nie, gdy ro­dzi­ce się do­ga­da­ją – tłu­ma­czy w roz­mo­wie z One­tem Mi­chał Fa­bi­siak.  – Można od­nieść wra­że­nie, że oj­ciec, który za­brał dziec­ko, nie chce ta­kiej opie­ki na­prze­mien­nej – tylko jest takim samym “dra­niem” jak matka, która robi to samo, ale to jest złu­dze­nie. Gdyby to dziec­ko oddał, nigdy by go już nie zo­ba­czył, a we­dług sądów “opie­ka na­prze­mien­na jest nie­do­pusz­czal­na”. Tak stwier­dzi­ła sę­dzia w mojej spra­wie – do­da­je Fa­bi­siak.

Fa­bi­siak tłu­ma­czy także,  jak w śro­do­wi­sku ojców wal­czą­cych o prawa do opie­ki nad swo­imi dzieć­mi, po­strze­ga­ne są matki. Za­zna­cza, że na­zy­wa się je “wła­ści­ciel­ka­mi”. – Nie znam ojca, który by chciał ode­brać dziec­ko matce, ale znam już około 800 matek, które chcą ode­brać ojcom dzie­ci… – pod­su­mo­wu­je.

Wal­czą­cy oj­co­wie zwra­ca­ją także uwagę na dzia­łal­ność ośrod­ków dia­gno­stycz­no-kon­sul­ta­cyj­nych (RODK). Sąd, roz­strzy­ga­jąc, któ­re­mu z ro­dzi­ców po­wie­rzyć opie­kę nad dzieć­mi albo czy jest pod­sta­wa do ode­bra­nia lub ogra­ni­cze­nia praw ro­dzi­ciel­skich, zwra­ca się zwy­kle o opi­nię do ta­kie­go wła­śnie ośrod­ka. Oka­zu­je się jed­nak, że ich dzia­łal­ność budzi pewne wąt­pli­wo­ści.

“Brak jest pod­staw praw­nych do tego, by RODK (…) wy­da­wa­ły opi­nie z za­kre­su prawa ro­dzin­ne­go i opie­kuń­cze­go zwią­za­nych ze spo­so­bem wy­ko­ny­wa­nia wła­dzy ro­dzi­ciel­skiej i utrzy­my­wa­nia kon­tak­tów z dziec­kiem w spra­wach ma­ło­let­nich, roz­pa­try­wa­nych przez sądy” – tak brzmi klu­czo­we zda­nie w da­to­wa­nej na 17 kwiet­nia opi­nii Biura Spraw Kon­sty­tu­cyj­nych Pro­ku­ra­tu­ry Ge­ne­ral­nej.

W opi­niach do­ty­czą­cych RODK po­ja­wia się po­dob­ny za­rzut, co w przy­pad­ku sądów. Więk­szość opi­niu­ją­cych w tego typu ośrod­kach sta­no­wią ko­bie­ty. Dane po­ka­zu­ją, że jest ich ponad 90 proc.

Same ośrod­ki swoją dzia­łal­ność tłu­ma­czą w dość kon­tro­wer­syj­ny spo­sób. “My nie wy­ko­nu­je­my badań na więź emo­cjo­nal­ną mię­dzy dzieć­mi a oj­ca­mi, bo u nas tak jest, że my tylko matki się py­ta­my o dziec­ko, ojca nie… Dla­te­go nie ba­da­my dzie­ci i ojców, a tylko matkę na więź emo­cjo­nal­ną, bo to ona uro­dzi­ła je i teraz wy­cho­wu­je. On nie ro­dził” – tłu­ma­czy­ła się kilka lat temu, pod­czas prze­słu­cha­nia, kie­row­nicz­ka RODK w Ra­ci­bo­rzu, Te­re­sa H. Tłu­ma­cze­nie to zo­sta­ło za­war­te w ra­por­cie z dzia­łań straż­ni­czych “Mo­ni­to­ring pracy wy­bra­nych Ośrod­ków Dia­gno­stycz­no-Kon­sul­ta­cyj­nych”.

Maria Rot­kiel: naj­waż­niej­sze jest dobro dziec­ka

– Każda sy­tu­acja zwią­za­na z roz­sta­niem ro­dzi­ców po­win­na być in­dy­wi­du­al­nie roz­pa­try­wa­na i nie płeć ro­dzi­ca, ale jego kom­pe­ten­cje wy­cho­waw­cze, mi­łość i tro­ska, jaką ob­da­rza dziec­ko, wa­run­ki, jakie może mu za­pew­nić i więź, jaką z nim na­wią­zu­je po­win­ny de­cy­do­wać o kwe­stii opie­ki i czę­sto­tli­wo­ści kon­tak­tów – mówi w roz­mo­wie z One­tem Maria Rot­kiel, psy­cho­log i te­ra­peu­ta po­znaw­czo-be­ha­wio­ral­ny. – Dra­ma­tem jest to, że czę­sto ro­dzi­ce “uży­wa­ją” dziec­ka do roz­gry­wek mię­dzy sobą, co się od­by­wa jego kosz­tem. Nie­ste­ty czę­sto to matki pró­bu­ją robić na złość byłym part­ne­rom i chcą utrud­nić kon­tak­ty z dziec­kiem. To ogrom­ny błąd, bo fakt, że ktoś nie spraw­dził się jako part­ner i mąż nie ozna­cza, że nie spraw­dza się jako oj­ciec. Prze­sta­jąc być czy­imś mężem, nie prze­sta­je być ojcem – do­da­je Rot­kiel.

Psy­cho­log zwra­ca także uwagę na fakt, że utrud­nia­nie re­la­cji dziec­ka z jed­nym z ro­dzi­ców, je­że­li dziec­ko tych kon­tak­tów po­trze­bu­je, “bę­dzie miało ne­ga­tyw­ny wpływ na jego roz­wój i po­czu­cie ak­cep­ta­cji”.

– Fak­tem jest, że w pol­skich są­dach zda­rza­ją się sy­tu­acje, w któ­rych prawa ojca nie są re­spek­to­wa­ne, a stron­ni­cze wy­ro­ki sądów mają bar­dzo ne­ga­tyw­ny wpływ na wiele osób. Kon­tak­tów z dziec­kiem po­trze­bu­je za­rów­no oj­ciec i matka, jak i ich ro­dzi­ny. Od­su­nię­cie ich od dziec­ka im­pli­ku­je po­czu­cie stra­ty i nie­speł­nie­nia się w ży­cio­wej roli m.​in. roli dziad­ków. Są wspa­nia­łe przy­kła­dy wza­jem­ne­go wspie­ra­nia się by­łych mał­żon­ków, któ­rzy po­tra­fią razem wy­cho­wy­wać dziec­ko – warto się na nich wzo­ro­wać i czer­pać z nich in­spi­ra­cje – tłu­ma­czy Rot­kiel w roz­mo­wie z One­tem i jed­no­cze­śnie do­da­je, że “czę­sto zda­rza się, że dzie­ci z roz­bi­tych ro­dzin mają za­bu­rzo­ne re­la­cje z ró­wie­śni­ka­mi i wła­sny­mi part­ne­ra­mi. Może to wy­ni­kać z faktu, że w ich życiu za­bra­kło od­po­wied­nie­go wzor­ca i mo­de­lu ro­dzi­ny”.

Psy­cho­log za­zna­cza jed­nak, że ogra­ni­cza­nie kon­tak­tów z ojcem lub z matką jest za­sad­ne wów­czas, gdy któ­ryś z ro­dzi­ców nie wy­wią­zu­je się ze swo­jej roli. – Dzie­je się tak m.​in. wtedy, gdy do domu wkra­cza uza­leż­nie­nie – je­że­li matka jest uza­leż­nio­na, to wtedy oj­ciec bę­dzie lep­szym opie­ku­nem i od­wrot­nie, jeśli oj­ciec cier­pi na uza­leż­nie­nie, to wtedy matka po­win­na zająć się dziec­kiem – mówi Rot­kiel.

Wiele matek tłu­ma­czy w są­dzie swoje po­stę­po­wa­nie de­pre­sją po­po­ro­do­wą. Maria Rot­kiel tłu­ma­czy jed­nak, że taki stres wy­stę­pu­je je­dy­nie u świe­żo upie­czo­nych mam. – Jest to tzw. syn­drom baby blues, w któ­rym matka, na sku­tek po­ro­du i za­chwia­ne­go po­zio­mu hor­mo­nów po­trze­bu­je tro­chę czasu, aby przy­zwy­cza­ić się do nowej roli. Za­zwy­czaj trwa to od kilku do kil­ku­na­stu dni i usta­je. Ob­ja­wia się czę­sto lę­kiem, apa­tią, draż­li­wo­ścią i chwiej­no­ścią emo­cjo­nal­ną – mówi psy­cho­log.

– Na­le­ży jed­nak zwró­cić uwagę, czy taki stan po­ja­wia się kilka mie­się­cy po po­ro­dzie, po­nie­waż wtedy mo­że­my po­dej­rze­wać wy­stą­pie­nie de­pre­sji po­po­ro­do­wej. Może ona po­wo­do­wać cał­ko­wi­te od­su­nię­cie się od dziec­ka i ze­rwa­nie re­la­cji z nim. W ta­kiej sy­tu­acji na­le­ży udać się po pomoc do spe­cja­li­sty, który udzie­li od­po­wied­nie­go wspar­cia. Warto jed­nak pa­mię­tać, że coraz czę­ściej mówi się o wy­stę­po­wa­niu de­pre­sji u ojców i tak, jak wspo­mnia­łam, na­le­ży przede wszyst­kim pa­trzeć na to, kto jakim jest ro­dzi­cem i czy fak­tycz­nie ob­da­rza dziec­ko mi­ło­ścią i tro­ską – pod­su­mo­wu­je Maria Rot­kiel.