Gazeta Wyborcza: Ojcowie stają do walki z wiatrakami, choć to często oni są w stanie zapewnić dziecku nie tylko lepsze warunki bytowe, ale też dać więcej ciepła, zrozumienia i miłości.

Ojcowie walczą o dzieci

źródło: Malvina Pająk 02.12.2012 Gazeta Wyborcza (Wysokie Obcasy)

W polskim prawie i w społeczeństwie wciąż pokutuje stereotyp, że to matka najlepiej zaopiekuje się dzieckiem. W przypadku orzeczenia trwałego rozpadu małżeństwa, sąd w ponad 90 proc. przypadków ustala miejsce stałego pobytu dzieci przy matce. A ojcowie stają do walki z wiatrakami, choć to często oni są w stanie zapewnić dziecku nie tylko lepsze warunki bytowe, ale też dać więcej ciepła, zrozumienia i miłości

 

– Nadrzędną zasadą w rozstrzyganiu przez sąd o władzy rodzicielskiej nad małoletnim dzieckiem powinno być jego dobro. Często jednak na sali sądowej wygrywają stereotypy: ojciec ma zarabiać pieniądze, a matka zajmować się dziećmi – mówi Katarzyna Banasik, radczyni prawna specjalizująca się w sprawach z zakresu prawa rodzinnego i opiekuńczego. Kiedy więc dochodzi do rozpadu związku, to zwykle matkom przyznaje się prawo do opieki nad potomkiem. Miejsce zamieszkania przy ojcu ustala się w bardzo rzadkich przypadkach, w szczególności, kiedy matka nadużywa alkoholu i zagraża bezpieczeństwu dziecka, przebywa w zakładzie karnym lub psychiatrycznym, albo dobrowolnie opuszcza dom. Ojcom pozostają kontakty z dzieckiem i alimenty.- W wielu przypadkach kobiecie pasuje taki układ, w którym całą opiekę nad dzieckiem ceduje na ojca. Kiedy jednak dochodzi do rozpadu małżeństwa lub konkubinatu, kobieta – w obawie o zarzut niewłaściwego wywiązania się z roli matki – usiłuje za wszelką cenę odebrać partnerowi dziecko, nie zważając na silną więź ojca z synem lub córką – mówi mec. Banasik. A w polskiej, młodej rodzinie to właśnie mężczyzna coraz częściej przejmuje rolę matki. I nie zawsze przyczyną takiego stanu rzeczy jest realizacja ambicji zawodowych partnerki. W grę wchodzi też brak zainteresowania matki dzieckiem. Albo skrzętnie ukrywana patologia

Rafał
I.

Historia Rafała i Eweliny przypomina fabułę popularnego serialu komediowego “Dharma & Greg” – mężczyzna i kobieta poznają się w klubie, lądują razem w łóżku, a nazajutrz stają na ślubnym kobiercu. Serialowa sielanka kończy się, kiedy dziewczyna zachodzi w ciążę. Najpierw ataki histerii i szału, później ignorowanie potrzeb dziecka. – Jaś nieustannie płakał i bardzo dużo pił, lekarze podejrzewali cukrzycę. Kiedy okazało się, że Ewelina produkuje za mało pokarmu, a dziecko płacze, bo jest głodne, żona odmówiła karmienia butelką – opowiada Rafał. Kłótnie o jedzenie stały się normą. On kupował dziecku gerbery, ona wyrzucała je do kosza. Uważała, że syn sam upomni się o posiłek, kiedy będzie głodny. – Wracała z firmy, dawała dziecku kubełek lodów, a sama przystępowała do serialowego maratonu – twierdzi Rafał. Nie przeszkadzało mu, że Ewelina już kilka miesięcy po porodzie wróciła do pracy. Uważał, że kobieta powinna się realizować zawodowo, tym bardziej, że mały miał zapewnioną opiekę. Niepokoiło go jedynie, że żona nie chce spędzać wolnego czasu z synem. Wolała odwiedzić koleżankę albo iść na imprezę. – Do kina, na sanki albo na spacer – wszędzie zabierałem Jaśka sam. Coraz częściej słyszałem od żony, że nasz związek nie ma sensu.

II.

Rafał wyprowadził się do rodziców, a mieszkanie, które kupił wspólnie z Eweliną, zostawił jej i dziecku. Co miesiąc z własnej inicjatywy płacił też 500 złotych na Jasia. Chciał, żeby oboje zajmowali się synem, rozumiał, że mały odczuwa silną więź z matką. – Początkowo żona nie ograniczała mi kontaktów z dzieckiem. Codziennie odbierałem Jasia z przedszkola, chodziliśmy na angielski albo na basen, a wieczorem odwoziłem go do domu. W tamtym okresie miałem swoją firmę, więc mogłem pracować nocami – opowiada Rafał. Problemy zaczęły się, kiedy złożył pozew o rozwód bez orzekania o winie. Był przekonany, że skoro w separacji świetnie dogadują się z żoną w kwestiach opieki nad dzieckiem, oficjalne rozwiązanie małżeństwa niczego nie zmieni. Mylił się. Kilka tygodni po wyprowadzce dostał papiery z sądu – wezwanie na sprawę rozwodową z orzekaniem o winie oraz zabezpieczenie kontaktów. W ten sposób Ewelina ustaliła sądownie, kiedy, gdzie i jak długo ojciec ma prawo widywać się z dzieckiem do momentu zakończenia sprawy rozwodowej. – Poniedziałki, środy i czwartki. Razem 12 godzin. Do tego drugi i czwarty weekend miesiąca – wylicza Rafał. – Kiedyś ustaliłem z żoną, że odbiorę Jasia o 9. Utknąłem w korku, dojechałam na miejsce z 10-minutowym opóźnieniem i pocałowałem klamkę. Na wakacje pozwoliła mi go zabrać tylko raz, kiedy akurat wyjeżdżała ze swoim nowym partnerem za granicę.

III.

Rafał miał szczęście, bo sąd apelacyjny przychylił się do jego wniosku, krytykując wydane przez sąd okręgowy orzeczenie zabezpieczenia kontaktów oraz nakazując sprawdzenie warunków mieszkaniowych obojga rodziców. Rafał dobrze wspomina wizytę kuratora, ale sam przyznaje, że taka 40-minutowa pogadanka nie daje pełnego obrazu sytuacji. Ewelinę, Rafała i Jasia skierowano też na badania do Rodzinnego Ośrodka Konsultacyjno-Diagnostycznego (ROD-K). – Zostałem przebadany przez dwie sceptycznie nastawione do mnie panie, które na początku zaznaczyły, że nie mają na rozmowę zbyt wiele czasu. Powiedziałem, że żona zaniedbuje dziecko – w opinii napisały, ze w złym świetle przedstawiam matkę. Nie wnikały w to, że Ewelina miewa ataki histerii. Napisały natomiast, że jestem niedojrzały, ale przedsiębiorczy, co mój adwokat skwitował jednym słowem – alimenty. Z opinii psychologów wynika, że matka ma świetny kontakt z dzieckiem i rozumie jego potrzeby. Rafał i jego adwokat podważyli opinię ROD-K. Biegłe, które ją wydały, będą musiały przedstawić swoje stanowisko przed sądem na najbliższej, grudniowej rozprawie.

Rodzinne Ośrodki Diagnostyczno – Konsultacyjne są specjalistycznymi placówkami resortu sprawiedliwości, działającymi na zlecenie sądów rodzinnych, ale także prokuratury i policji. Ich podstawowym zadaniem jest wydawanie opinii na potrzeby sądów rodzinnych w trzech zasadniczych rodzajach spraw: rozwodowych, opiekuńczych i w sprawach karnych dot. nieletnich. Zakres badań wykonywanych przez ROD-K określa sąd. Polegają one zazwyczaj na rozwiązaniu testów psychologicznych (w tym m.in. testów projekcyjnych, dających dużą dowolność interpretacyjną) i rozmowach indywidualnych z członkami rodziny. Prawnicy przyznają nieoficjalnie, że opinie pracowników ROD-K bywają tendencyjne i powierzchowne. Jednak to sąd ostatecznie ocenia ich wiarygodność na podstawie całokształtu materiału, którym dysponuje. Zdarza się, że sędziowie rozstrzygają sprawę wbrew opiniom specjalistów z ROD-K. W 2009 roku w ponad 60 proc. wydanych orzeczeń, biegli ROD-K postulowali ograniczenie bądź odebranie ojcu prawa do kontaktów z dzieckiem – wynika z raportu “Monitoring wybranych Ośrodków Diagnostyczno-Konsultacyjncych”.

IV.

Rafał zbiera materiał na kolejną rozprawę. Chce udowodnić, że miejsce dziecka jest przy nim. W dokumentach, które do tej pory przedłożył do sądu, znalazły się m.in. rachunki za zakupy: owoce, które mały uwielbia, ubranka, wyprawka do przedszkola, lekcje angielskiego, basen raz w tygodniu. Efekt? Zasądzono mu wyższe alimenty. Rafał sporo wydał też na dziecięcego psychologa, bo do niedawna Jaś moczył się w nocy. Od kilku tygodni chłopiec zgrzyta zębami. Jest to tzw. bruksizm, u dzieci wywołany najczęściej wadą zgryzu, owsicą lub silnym stresem – Byliśmy u ortodonty, syn poddany został też badaniom na obecność pasożytów. Lekarze zgodnie stwierdzili, że dziecko zgrzyta zębami na tle nerwowym – mówi Rafał. Matka Jasia uznała jednak, że to nie problem, a psycholog może dziecku tylko zaszkodzić. Do tej pory nie wydała zgody na terapię syna, choć podczas ostatniej rozprawy w sądzie wezwany na świadka pediatra potwierdził, że Jaś wymaga konsultacji psychologicznych. – Kiedy małego bolał ząb, kazała mu wybierać – albo klocki lego pod choinkę, albo wizyta u dentysty. Efekt był taki, że pięciolatek miał leczenie kanałowe – denerwuje się Rafał.

Kilka tygodni temu Ewelina przeprowadziła się do swojego nowego partnera – Marka. Matka Jasia odmawia ujawnienia adresu zamieszkania syna, a w dokumentach kierowanych do sądu czy przedszkola podaje adres zameldowania, który nie pokrywa się z adresem kontaktowym. Rafał wysłał do sądu wniosek o zbadanie warunków mieszkaniowych matki i dziecka. Póki co, odbiera syna z umówionych miejsc. Ostatnio usłyszał od niego “Tato, a Marek powiedział, że cię zabije”. Nowy partner Eweliny nie przepada za ojcem Jasia.

Marcin

I.

Marcin ma 32 lata, ale wygląda na 50 – wychudzony, zmęczony, smutny. Iwonę poznał na czacie. Po półrocznej znajomości w sieci, zaczęli umawiać się na prawdziwe randki. Kiedy dziewczyna zaszła w ciążę, ojciec – były wojskowy – zmusił córkę do połknięcia tabletek wczesnoporonnych. Gdy po roku dowiedział się, że córka znów jest w ciąży, wystawił jej walizkę za drzwi. Iwona zamieszkała z Marcinem. – Akurat wtedy trafiła mi się praca przy budowie estakady w Gdyni. Proponowali dobre zarobki, a ja chciałem zaoszczędzić trochę pieniędzy na nasz ślub. Iwona nie pracowała, uczyła się jeszcze. Z szefem uzgodniłem, że moje tygodniówki będzie wypłacał Iwonie. Część pieniędzy miała odkładać, a resztę wydawać na bieżące potrzeby – opowiada Marcin. Do stolicy wracał autostopem, bo z wypłaty nic nie zostało. Kawalerkę, którą wspólnie wynajmowali, zastał pustą. Przez telefon usłyszał, że Iwona wróciła do rodziców, a on o dziecku niech lepiej zapomni. Dowiedział się też, że miała kogoś. A jednak, ślub wzięli. Dlaczego? Bo przepraszała, a on ją kochał. I myślał, że po ślubie się zmieni. – Pani musi zrozumieć, że ja jestem z domu dziecka. Rodzina to było moje największe marzenie – tłumaczy Marcin.

II.

Drugie dziecko – Olę, Iwona odrzuciła. Nie chciała skorzystać z pomocy psychologa, nie chciała też zajmować się córką. Całymi dniami buszowała w Internecie, umawiając się z mężczyznami z Warszawy i z okolic. Doszło do tego, że wieczorami, po powrocie z budowy, Marcin gotował obiady, tak żeby na drugi dzień Iwona je tylko maluchom podgrzała, ale nawet tego nie robiła. Kiedy zablokował dostęp do Internetu, żona zdemolowała mieszkanie. Stracili kolejną kawalerkę. Czy nie myślał o rozwodzie? Nie, bo dzieci powinny mieć ojca i matkę. Namawiał żonę na terapię, ale nie chciała o tym słyszeć. Iwona konsekwentnie realizowała plan, do którego ostatnio przyznała się mężowi w rozmowie telefonicznej: urodzić jak najwięcej dzieci, zgarnąć jak największe alimenty i wyprowadzić się do swojego nowego narzeczonego, od którego właśnie dostała pierścionek zaręczynowy. Tym sposobem na świecie pojawiło się trzecie dziecko – Zuzia.

III.

Marcin zaczął trzymać w garści domowy budżet, jednak Iwona szybko znalazła sposób na łatwy zarobek – gołe zdjęcia w Internecie plus seks z przypadkowymi panami w parku. O tym, że żona się prostytuuje, Marcin dowiedział się mniej więcej w tym samym momencie, kiedy Iwona zniknęła z dwójką najstarszych dzieci, zostawiając go samego z najmłodszą córką. Wtedy też otrzymał informację, że zalegają z czynszem za trzy miesiące. I że stracił pracę, bo za często brał wolne, żeby zająć się dziećmi. – Gdyby nie kobieta z opieki społecznej, która załatwiła mi miejsce w OIK-u (Ośrodku Interwencji Kryzysowej -przyp. red.), wylądowałbym z Zuzką na ulicy – Marcin mówi z trudem, głos mu się łamie. Minęło parę tygodni – znalazł pracę, opłacił córce ubezpieczenie, nawet jakiś drobiazg jej na gwiazdkę kupił. Po Nowym Roku posypały się sprawy sądowe. Pierwsza o znęcanie fizyczne i psychiczne nad żoną. Absurd, bo nigdy na nią ręki nie podniósł, choć może powinien był, tak sobie teraz myśli. Druga o alimenty. Okazało się, że Iwona podała w sądzie fałszywy adres zamieszkania męża. O tym, że ma płacić alimenty, dowiedział się, kiedy komornik wszedł mu na wypłatę. – To już było za dużo. Ja nawet za bardzo nie lubię alkoholu, ale poszedłem z chłopakami się napić po pracy. I to był błąd, bo w ośrodkach pomocy alkohol jest surowo zabroniony – tłumaczy Marcin. OIK zgłosił sprawę do sądu rodzinnego – takie są procedury. Zuza wróciła do matki, a Marcinowi ograniczono władzę rodzicielską. OIK odmawia komentowania tej sprawy. – Nie jesteśmy upoważnieni do udzielania informacji na temat swoich podopiecznych – słyszę.

IV.

Marcin czasami podjeżdża pod blok teściów, żeby zobaczyć Krzysia, Olę i Zuzę. Kiedy Iwona widzi, że dzieci podchodzą o ojca, straszy “bo was nie wpuszczę do domu, jak będziecie z tym ch*** rozmawiać”. Grozi Marcinowi, że jeśli nadal będzie przychodził pod przedszkole, przeniesie dzieci do innej placówki. A maluchy tęsknią do taty, zarzucają mu rączki na szyję. Ostatnio Krzyś powiedział ojcu na ucho, że mama bije ich gumową rurą.W odpowiedzi na zgłoszenie Marcina o domniemanym stosowaniu przez żonę przemocy wobec dzieci, do Iwony wysłano kuratora, który zapowiedział swoją wizytę z tygodniowym wyprzedzeniem. Co więcej, prokuratura właśnie umorzyła sprawę o składanie przez Iwonę fałszywych zeznań. Marcin będzie apelował. Życzliwy prawnik doradził mu, żeby od czasu do czasu zajrzał też do sądu rejonowego: “Sprawdź, czy żona nie złożyła kolejnych pism albo pozwów, fałszując twój adres korespondencyjny”. Złożyła – tym razem o przyznanie dzieciom paszportów. Krążą plotki, że chce wyjechać do Norwegii z nowym chłopakiem. Póki co, sąd rejonowy uchylił Marcinowi niesłusznie zasądzony obowiązek alimentacyjny, uchylono też zaległe alimenty. Wyrok nie jest prawomocny. Bardzo możliwe, że 7 tys. złotych, których zwrot Marcin powinien otrzymać z funduszu alimentacyjnego, pójdą w koszty komornicze. Mniej prawdopodobne jest natomiast, że przeciwko Iwonie zostanie wszczęte postępowanie karne za wyłudzanie pieniędzy.

V.

Pytam Marcina, czy zgłaszał się do jakichś fundacji, czy próbował znaleźć pomoc? Młody tata pociera dłonią skronie. – Pani redaktor – wzdycha. – Początkowo w sądzie reprezentował mnie pełnomocnik jednej z fundacji wspierających samotnych ojców. Ten człowiek nie miał wykształcenia prawniczego, to samouk. Na dzień dobry naraził się sędziemu, był agresywny i napastliwy. Skasował za pomoc 400 złotych i już nigdy się nie pojawił. Byłem też z naszą sprawą w telewizji, ale oni wolą mówić o bezdomnych pieskach – kwituje.

Marcin dąży do uzyskania nakazu badań psychiatrycznych dla żony. Wierzy, że dzięki temu uda mu się całkowicie pozbawić ją praw rodzicielskich oraz odzyskać pełne prawo do opieki nad dziećmi. O tym, z kim zostaną Krzyś, Ola i Zuza, zadecyduje sąd okręgowy. Kilka dni temu Iwona złożyła pozew o rozwód z orzeczeniem o winie oraz wniosek o całkowite pozbawienie ojca praw rodzicielskich. W dokumentach znów podała fałszywy adres miejsca zamieszkania ojca. Żeby ochronić dzieci, Marcin potrzebuje dobrego obrońcy. Jest tylko jeden problem – przy zarobkach rzędu 8 zł brutto na godzinę i długach narosłych w wyniku bezprawnie przyznanych alimentów, na adwokata zwyczajnie go nie stać. – Będę walczył do końca, ale potrzebuję pomocy. Ona zniszczy mi dzieci – mówi Marcin.

Katarzyna Banasik, radca prawny, wspólnik Kancelarii Piontek i Wspólnicy:: Mężczyźni często zaczynają działać, kiedy są już naprawdę zrozpaczeni. Kobiety lepiej przygotowują się do tzw. “walki o dzieci”, częściej proszą o poradę przyjaciół i rodzinę. Częściej też zawiadamiają – bezpodstawnie – o znęcaniu się partnera nad żoną i dziećmi. Mężczyźni są bardziej zamknięci i przekonani o tym, że wszystko należy rozegrać w czterech ścianach. Tymczasem w przypadku ostrych konfliktów czas działa na niekorzyść ojców. Matki wręcz przyzwyczajają dzieci do tego, że w ich życiu nie ma już taty. Takie nadwyrężone zaufanie dziecka do pozornie nieobecnego ojca trudno potem odbudować i chyba to stanowi największą bolączkę i bezradność wielu ojców. Mężczyzna, który wstępuje na drogę sądową, musi zdawać sobie sprawę z tego, że rusza na ostrą walkę. Kobieta jako matka ma za sobą prawo i obowiązujące w społeczeństwie standardy. Mężczyzna, nawet jeśli jest wspaniałym tatą, musi stale udowodniać, że prawidłowo wykonuje swoje obowiązki rodzicielskie.

Igor

I.

Anka to taka przyjaciółka, z którą od czasu do czasu można było pójść do łóżka, na kolację albo do kina. Kiedy zaszła w ciążę, namawiała Igora na ślub “dla dobra dziecka”. – Mieliśmy jasny układ od początku – seks bez zobowiązań. To nie była kobieta, z którą chciałem spędzić resztę życia – ucina Igor. Obiecał jednak, że będzie przy Ance i pomoże jej finansowo. – Ustaliliśmy, że Ania zamieszka u mnie, a ja znajdę dla siebie inne lokum. Zobowiązałem się utrzymywać ją do momentu, gdy syn skończy rok, czyli do końca urlopu macierzyńskiego. Po roku zaczęła kręcić. Najpierw skłamała, że dostała wypowiedzenie w pracy, potem, że szuka nowego zajęcia. Przestałem jej płacić, dawałem środki wyłącznie na dziecko. Kiedy Anka znalazła pracę, stosunki między nami wróciły do normy. Zamieszkałem osobno, ale codziennie odwiedzałem syna – opowiada Igor.

II.

Problemy zaczęły się, kiedy poznał swoją obecną żonę – Dominikę. Przyznaje, że wtedy poświęcał synowi mniej czasu, o co mama Maćka miała do niego pretensje. Zabroniła ojcu spotkań z synem poza domem. Próby rozmowy kończyły się fiaskiem. Igor wniósł o przymusowe skierowanie na mediacje. Odpowiedzią Anki był wniosek o wyznaczenie miejsca zamieszkania dziecka u niej oraz przyznanie alimentów na syna w wysokości 3 tys. złotych. – Zrobiła to, podczas gdy ja płaciłem za mieszkanie, pokrywałem połowę kosztów przedszkola Maćka i co kilka dni wpadałem z zakupami dla dziecka – irytuje się Igor.

Pewnego dnia odebrał syna z przedszkola i zawiózł go do siebie. – Zadzwoniłem do Anki i powiedziałem, że Maciuś jest u mnie. Przyjechała wieczorem, zaczęła dobijać się do drzwi i straszyć policją. Krzyczała, żebym oddał jej syna. Spanikowałem, nie chciałem, żeby mały się bał, więc pozwoliłem jej zabrać dziecko. To był mój błąd, bo w świetle prawa nie dopuściłem się przestępstwa ani nawet wykroczenia. Dopóki sąd nie wyda oficjalnego oświadczenia, każde z rodziców ma takie same prawo do opieki nad dzieckiem – mówi. Zapowiedział, że skoro nie może spokojnie zabierać syna do siebie, wraca z powrotem do swojego mieszkania, żeby być blisko dziecka. Kilka dni później Anka przeprowadziła się do nowego partnera mieszkającego pod Warszawą, a syna przepisała do innego przedszkola, nie informując o tym Igora. – Złożyłem wniosek o wyznaczenie miejsca zamieszkania dziecka przy mnie. Sąd go oddalił, uzasadniając swoją decyzję wiekiem Maćka (2 lata) oraz przychylił się do prośby matki i jej partnera o zatajenie przede mną adresu pobytu dziecka. Na posiedzeniu niejawnym wyznaczono mi kontakty z synem – trzy godziny w każdą środę oraz drugi i czwarty weekend w miesiącu bez możliwości nocowania syna u mnie – opowiada Igor. Ponieważ nie znał adresu pobytu Maćka, matka przekazywała mu dziecko pod supermarketem.

III.

– Ludzie z mojego otoczenia uważają, że skoro nie jestem z matką dziecka, powinienem cieszyć się z bycia “niedzielnym tatą” i ograniczyć swoją rolę do płacenia alimentów. Traktowanie samotnych ojców w kategorii bohaterów, działa na naszą niekorzyść, bo umacnia stereotyp matki – opiekunki domowego ogniska i ojca – maszynki do zarabiania pieniędzy – zauważa Igor. Ostatnio usłyszał od dziecka, że “jego tatusiem jest Adam”, czyli obecny partner Anny. Matka, zapytana w sądzie, dlaczego nie godzi się na rozszerzenie kontaktów ojca z synem, odpowiedziała “Nie chcę, żeby porzucił Maćka, kiedy ten już mu się znudzi”. – Ania ewidentnie przenosi nasze relacje sprzed lat na moje obecne relacje z synem. Wiem, że ją odrzuciłem i że ma do mnie żal. Jednak zanim pojawił się Maciek, nie mówiła mi o swoich oczekiwaniach, odpowiadał jej nasz wolny związek. Przenosząc swoje żale na dziecko, kara nie tylko mnie, ale też syna – komentuje Igor.

Alicja Krata, mediator: Poznałam wiele kobiet, które z żalu po utraconym związku zaciekle walczyły o odebranie ojcu praw rodzicielskich. W ten sposób brały odwet za rozpad ich relacji z mężczyzną. Takie działania, podejmowane w akcie desperacji, były niedojrzałe i nieprzemyślane. Rolą mediatora jest m.in. uspokojenie silnych emocji, oddzielenie relacji małżeńskiej od rodzicielskiej oraz wsparcie rodziców w samodzielnym uzgodnieniu planu opieki uwzględniającego potrzeby dziecka. Najlepiej korzystać z mediacji przed wszczęciem postępowania rozwodowego, kiedy postanowienia dotyczące kontaktów z dziećmi nie zostały jeszcze odgórnie narzucone i nie stanowią dodatkowego pola do konfliktów. Znam przypadki, gdzie dzięki mediacjom udało się partnerom uratować związek.

IV.

Igor jest jednym z niewielu ojców, którzy na własne życzenie wnioskują w sądzie o skierowanie na badanie w Rodzinnym Ośrodku Diagnostyczno-Konsultacyjnym. – Zasięgnąłem opinii prywatnego psychologa i przedłożyłem ją biegłym w ROD-K. Myślę, że miała ona ogromny wpływ na to, w jaki sposób zostałem opisany przez panie z ośrodka. Tym sposobem Igorowi udało się wywalczyć rozszerzenie kontaktów z dzieckiem. Teraz Maciek może nocować u taty raz w tygodniu.

Sąd odrzucił wnioski Igora o skierowanie dziecka na badania psychologiczne i o przeniesienie syna z powrotem do przedszkola w Warszawie. Zignorował też informację o tym, że matka Maćka utrudnia ojcu spotkania z dzieckiem, nie przestrzegając wyznaczonych przez sąd terminów. Kontakty utrudniają też pracownicy przedszkola, do którego chodzi Jaś. – Zgodnie z wyrokiem sądu mam pełną władzę rodzicielską. Tymczasem, kiedy dzwonię do przedszkola i proszę o rozmowę z synem, jestem zbywany. Kontaktuję się z placówką, pytając o przyczynę utrudniania Igorowi kontaktów z dzieckiem. – Nie udzielę odpowiedzi na to pytanie telefonicznie – mówi dyrektorka przedszkola.

V.

Sędzia skierowała Annę i Igora na terapię celem wypracowania porozumienia. Matka odmówiła udziału w zajęciach, co biegli z ROD-K uznali za działanie na szkodę dziecka. W międzyczasie Anna złożyła wniosek o ograniczenie kontaktów ojca z synem. Powód? Domniemane molestowanie seksualne. Sędzia odrzuciła wniosek, zaznaczając, że takie “wybiegi” nie robią już na niej wrażenia. Adwokat Igora złożył apelację – w rozprawie dopuszczono się zbyt wielu uchybień. Sąd oddalił wniosek.- Zgodnie z Kodeksem Rodzinnym i Opiekuńczym, jeśli rodzice nie mogą porozumieć się co do opieki nad dzieckiem i nie wypracują systemu opieki naprzemiennej, sąd wyznacza miejsce zamieszkania dziecka u jednego rodzica, a drugiemu przyznaje tzw. kontakty, które uważa za wystarczające dla utrzymania więzi między nim a dzieckiem – tłumaczy Igor. – Jeśli jedna strona sporu ma 95 proc. szans na wygraną tylko dlatego, że jest kobietą, jaki będzie jej interes w tym, żeby szukać porozumienia i ryzykować utratę alimentów? – pyta retorycznie. Jego zdaniem jedynym wyznacznikiem dobra dziecka jest wypracowanie porozumienia pomiędzy partnerami. Jeśli nie są w stanie dojść do kompromisu, sąd powinien wyznaczyć plan wychowawczy dla obojga rodziców. System ten sprawdził się już m.in w USA i w Skandynawii. – Prawo, które obowiązuje w Polsce, skłania ludzi, by walczyli ze sobą – twierdzi ojciec Maćka.

Matriarchat

System prawny w Polsce nie sprzyja wypracowaniu porozumienia wychowawczego między rodzicami.

Skłócone i wrogo nastawione do siebie strony skierowane na mediacje rzadko kiedy dochodzą do porozumienia. Niewiele osób może sobie też na nie pozwolić – koszt jednej takiej sesji to wydatek rzędu 200-300 złotych, a na nieodpłatne sesje mediacyjne oferowane np. przez Komitet Ochrony Praw Dziecka trzeba czekać nawet 2-3 miesiące.

W przypadku silnego konfliktu między stronami, sądy co do zasady powierzają wykonywanie władzy rodzicielskiej matce, ograniczając władzę rodzicielską ojca do określonych obowiązków i uprawnień względem dziecka. Stanowisko matki odgrywa ogromną rolę w ustanowieniu zakresu kontaktów ojca z dzieckiem. Standardowo są to kontakty kilkugodzinne raz w tygodniu oraz w co drugi weekend w miesiącu. Wydając rozstrzygnięcie co do kontaktów, sąd kieruje się w głównej mierze opinią psychologów i pedagogów z ROD-K, którzy oceniają zdolności i kompetencje matki i ojca do sprawowania opieki rodzicielskiej nad dziećmi w oparciu o kwestionowane przez wielu psychologów metody – testy projekcyjne oraz niepogłębione wywiady indywidualne.

Podczas toczącej się sprawy rozwodowej bądź sprawy o ustalenie stałego miejsca pobytu dziecka, pozostaje ono zwykle z matką, która nierzadko utrudnia lub uniemożliwia ojcu widzenie z dzieckiem. Za takie postępowanie grozi kara pieniężna nakładana przez sąd na wniosek poszkodowanego, czyli ojca. Wiąże się to z kolejnym długotrwałym postępowaniem sądowym, kiedy to ojciec cały czas pozostaje odcięty od dziecka. Na uzasadnienie decyzji wydawanych przez sąd apelacyjny strony czekają zwykle kilka miesięcy, a dopóki akta znajdują się w sądzie apelacyjnym, sąd okręgowy nie może rozpatrywać kierowanych do niego na bieżąco wniosków. Tym sposobem sprawy rozwodowe oraz sprawy o wyznaczenie miejsca stałego pobytu dziecka mogą trwać latami. Oznacza to, że czasami nawet przez kilka lat dzieci wychowywane są bez ojca.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego w 2010 roku prawo do opieki nad dzieckiem przyznano ojcom w zaledwie 4 proc. przypadków.

Opieka wspólna sprawowana w naprzemienny sposób oznacza ustalenie przez sąd dwóch równoprawnych miejsc zamieszkania dziecka, bez względu na proporcje czasu, w jakich przebywa ono u każdego z rodziców. Mają oni równe prawa do podejmowania najważniejszych decyzji dotyczących edukacji, zdrowia, wyznania i innych istotnych dla życia dziecka spraw. Art. 58 znowelizowanego w 2009 roku Kodeksu Rodzinnego i Opiekuńczego daje rodzicom możliwość rozstrzygnięcia o sposobie sprawowania opieki nad dzieckiem. Dla orzeczenia przez sąd, a potem prawidłowego funkcjonowania opieki wspólnej, zasadnicze jest stworzenie porozumienia w postaci planu wychowawczego. Takie porozumienie są w stanie zawrzeć jedyni rodzice świadomi wagi kontaktu obojga z nich z dzieckiem. Od pomysłu opieki naprzemiennej mogą odwodzić rodziców adwokaci, traktujący rozwód jak pole bitwy, gdzie może być tylko jeden wygrany. Eskalacja konfliktu pomiędzy rozwodzącymi się zaprzepaszcza możliwość porozumienia na rzecz dobra dziecka. Ź ródło: Raport “Perspektywy stosowania w Polsce opieki wspólnej” opracowany przez Fundację Akcja.

Co dalej?

Forum Matek Przeciwko Dyskryminacji Ojców (FMPDO) powstało we wrześniu 2011 roku z inicjatywy Janiny Fabisiak i Teodozji Strawczyńskiej – matek ojców walczących o prawo do wychowywania swoich dzieci. Celem tego ruchu społecznego jest nie tyle indywidualna pomoc samotnym ojcom, co lustracja Kodeksu Rodzinnego i Opiekuńczego oraz Kodeksu Postępowania Cywilnego. W FMPDO działają m.in. byłe prawniczki, lekarki, dziennikarki, ekonomistki, psycholożki i nauczycielki.

23 lipca 2012 roku po spotkaniu z Ministrem Sprawiedliwości do Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Cywilnego trafił projekt zmian w ustawie Kodeks Rodzinny i Opiekuńczy (k.r.o.) opracowany przez Forum Matek. Propozycje zmian zostały również przekazane Rzecznikowi Praw Dziecka, innym organom państwowym oraz posłom, którzy złożyli interpelacje poselskie w sprawie kontaktów dzieci z ojcami w przypadku rażących nadużyć władzy rodzicielskiej przez matki oraz łamania procedur przez sądy.

Na spotkanie z przedstawicielem Rzecznika Praw Dziecka liderki Forum Matek czekały trzy miesiące. 24 października br. propozycje zmian w k.r.o zostały wstępnie zaakceptowane, a ich ostateczną wersję FMPDO przedstawi Komisji Kodyfikacyjnej powołanej przez Rzecznika Praw Dziecka w połowie listopada br. W październiku Prokuratura Generalna Biuro Spraw Konstytucyjnych przychyliła się do wniosku FMPDO poddającego w wątpliwość podstawy prawne do wykorzystywania opinii ROD-K w sprawach z zakresu prawa rodzinnego i opiekuńczego związanych z władzą rodzicielską oraz kontaktami rodziców i ich rodzin z małoletnimi dziećmi.

Pytam Rafała, Marcina i Igora, co o tym myślą?

Marcin: Opieka naprzemienna w Polsce? Nie wierzę. Skoro w naszym kraju dochodzi do tego, że dzieci wychowuje prostytutka, a ojciec za wypicie piwa zostaje pozbawiony praw rodzicielskich, to o czym my w ogóle rozmawiamy?

Igor: Zgłaszałem się do kilku fundacji i organizacji, które teoretycznie mają wspierać ojców. Schemat jest wszędzie taki sam: pomożemy, jeśli zapłacisz. Dobrze, że Forum Matek wzięło się za lustrację k.r.o. Daje to pewną szansę, że w przyszłości ojcowie nie będą musieli walczyć o dzieci tak desperacko, jak teraz robimy to my. Znam sprawę, gdzie ojciec – w analogicznej sytuacji do mojej – zabrał matce dziecko i przeprowadził się do innego miasta. Na sprawie o przyznanie opieki biegli stwierdzili, że – dla dobra syna – powinien wychowywać się tam, gdzie spędza więcej czasu, czyli z ojcem. W tym momencie to chyba jedyna droga dla nas, żeby wywalczyć sobie prawo do opieki nad własnymi dziećmi – porywać je. Nie ważne, kto rodzi dziecko. Ważne, kto je wychowuje.

Rafał: Fakt, że Forum Matek zdołało przebić się ze swoimi postulatami wyżej, uważam za duży sukces. Kolejny krok należy do władzy ustawodawczej, a z tym już może być problem. Teraz sprawy rozwodowe toczą się latami. Z jednej strony działa to na korzyść ojców, którzy mają więcej czasu, żeby zgromadzić dowody i wywalczyć prawo do opieki nad dzieckiem. Z drugiej, im dłużej syn lub córka zostaje z matką, tym bardziej oddala się od taty. Zapominamy, że w tej chorej walce jest przecież dziecko, które obserwuje sytuację, rozumie, wyciąga wnioski. I zostaje z tym bagażem na całe swoje życie.

Imiona ojców i dzieci zostały zmienione na ich prośbę